U nas po staremu

 

 

Trochę mnie tu nie było. Kryzys twórczy 😊 A poważnie, to niestety trudno się skupić, kiedy tyle dramatów w około. Jednocześnie, człowiek znowu docenia demoniszcza. Nie wyobrażam sobie tej całej izolacji, bez kudłatych wariatów. Co poprawia humor ludziom, którzy nie mają zwierzaka? Właściwy poziom wzruszenia, połączonego z rechotem, gwarantuje tylko towarzystwo futra.

Ostatnio, na przykład, miało miejsce dramatyczne wręcz zdarzenie. Myłam się rano w swojej łazience, kiedy nagle usłyszałam tak przeraźliwy, przerażający i tak głośny koci odgłos paszczą, jakiego nie słyszałam nigdy w życiu. Wyleciałam natychmiast z łazienki i…konsternacja. Pod drzwiami drugiej łazienki siedzi Horacy i usiłuje przeniknąć przez szparę, czy coś, w każdym razie nic mu nie jest. Reszty kotów nie ma. Cisza. Cóż, pomyślałam, pewnie się pobiły i K. je już opanował. Kiedy spotkaliśmy się z K. w jadalni, opowiedział mi, co się stało.

Otóż siedział sobie na kibelku a z nim w łazience były trzy koty. W pewnej chwili, Floki postanowił wskoczyć na półkę, podpierając się żebra K. Ten wrzasnął z bólu a  Lupka wydała z siebie dziki ryk (to właśnie ten ryk słyszałam) i rzuciła się w amoku na Flokiego, bo śmiał skrzywdzić JEJ pana. Wydra stanęła w obronie Flokiego (serio! musiało być grubo) i też dostała łomot. Normalnie wściekły serdelek. Długo trzeba było ją uspokajać. Także słodka Lupcia już podporządkowała sobie psa Zuzę oraz ustawiła wszystkie koty. Sprowadziłam do domu szatana.

Flokuś codziennie rano czeka aż się obudzę a później siedzi na szafce nocnej, aż wyjdę z łazienki. Wskakuje mi na ręce, zlizuje ze mnie makijaż i mruczy. I tak w objęciach idziemy do jadalni na śniadanie. Jak miałabym zaczynać poranek bez naszego rytuału? No nie da się.

Horacy pokochał Zuzę miłością bezgraniczną i, jak to on, założył z góry, że ona go także. Ociera się o nią na każdym kroku, aż staruszka się przewraca, ale chyba jej to nie przeszkadza, bo na niego nie kłapie.

Wydźka kocha nas swoją autystyczną miłością, z przerwami na szczanie w cokolwiek i sranie na podłogę w łazience. Caryca, kocia jej mać. Jednak kiedy się o kogoś otrze i da się pogłaskać, to człowiek się czuje jakby wygrał w totka 😊

A jak Wam mija pandemiczna codzienność?