Zuzia

 

 

O Twoim blogu powiedziała mi przyjaciółka. Właściwie „powiedziała” to za mało, zadzwoniła cała rozemocjonowana „coś ci prześlę!”. I dostałam na telefon fragment twojego wpisu na twitterze. Za chwilę ponowny telefon „i jak??? Świetna jest, nie? Uwiebiam ją! A wiesz, że ona pisze bloga o swoich kotach? Kocham Wydrę, uwielbiam Lupkę, a Horacy…” Przysięgłam, że przeczytam, przeczytałam i…. od tamtej pory co chwila wchodzę żeby zerknąć czy jest coś nowego. Chwilami zastanawiała się czy nie opisać ci mojej czeredy, aż tu widzę historię Teodora. To ja też chcę się pochwalić…..

31.08.2014 na warszawskiej Woli siedzi na pudłach i walizkach trzyosobowa rodzina z dwiema kotkami. Autorka, jej mąż D i córka A oraz 7,5-leni czarna Kulka rasy europejskiej i 7-letna trikolorka Nefi (MCO). 01.09.2014 wyprowadzka na wieś. Rzeczy jadą tirem, D +A + koty jednym samochodem osobowym z przyczepą, K jedzie ze swoim ojcem drugim samochodem. Po co aż dwa samochody? Bo tego dnia do naszej piątki dołaczyła półroczna sunia owczarka beligjskiego Ami, wzięta z samego rana z dt. Cała szóstka przprowadziła się do drewnianej chałupki z lat 50-tych, która była kupiona z zamysłem rozbudowy. Na razie całe kocio-psio-ludzkie towarzystwo chciało się urzadzić i zaaklimatyzować na nowych włościach. Ami, jak to pies błyskawicznie poznała swoje i poszczekując przedstawiła się okolicznym psom. Kocie panie na początek ograniczyły się do pokoju.

W listopadzie, dość nieoczekiwanie dla wszystkich do rodziny dołacza mała, puchata, 6-tygodniowa kuleczka, która dostaje na imię Tofik. Drugi facet oprócz głowy rodziny. 2015 rusza rozbudowa domu. Szybko rusza i ….zwalnia do tempa ślimaka. W tym czasie wszystkie cztery zwierzaczki już obchodzą „swoje” ziemie wzdłuż płotu (a koty nawet poza nim, choć gonię jak tylko zobaczę). I tak rodzinka żyła sobie sokojnie przez następne 5 lat aż przyszedł rok 2019.

Kulce najpierw wysiadły nerki a potem pomimo leczenia wątroba. Ciężka decyzja ale musimy pozwolić jej odejść. Wszystkim smutno. Zwierzaki szukają. W grudniu D stwierdza „Wiesz, jak Kulki już nie ma to możemy pomyśleć o drugim kocie”. Szok!

03.03.2020 Dzień jak co dzień. Ok. 11 Nefi zaczyna warczeć na kuchennym oknie. Co jej odbiło? Rozglądam się i dostrzegam na budowie, między deskami mały koci łebek. Sądziłam, że to jakiś młody kociak sasiadów zawitał w odwiedziny i żeby nie stresować Nefi wyszłam, żeby przepłoszyć. Ale ku mojemu zdumieniu kocię nie uciekło do sąsiadów tylko ukryło się pod niedokończoną podłogą na budowie. Kucam, zaglądam i widzę mały, bidny kłębek czarno-białego a właściwie to czarno-szarego kociego nieszczęścia. Wołam i o dziwo maleństwo nie boi się, wręcz przeciwnie zaczyna mruczec i chętnie przychodzi łasząc się do ręki. Wzięłam bide na ręce, obejrzałam – dziewczyna! Brudne uszy, wzdęty brzuszek, kicha ale oczka czyste. „no i co ja mam z tobą zrobić?” pomyślałam. A już wyskoczyła cała w skowronkach, za nią Ami i Tofik z jazgotem. Młoda się boi i wtula. Kazałam zamknąć psie jazgoty w domu. D wyglada przez okno i puka się w czoło, na co krzykiem (bo okno zamknięte) przypominam mu co powiedział w grudniu. Ale gdzie ulokować kocie (na oko 5-miesięczne) dziecko na już? W domu zostaje tylko łazienka, do której mam na tę chwilę ograniczony dostep, bo D robi (a własciwie składa od podstaw) komputer znajomego. Niestety w domu jest taki głupi układ pomieszczeń, że cokolwiek D naprawia to robi to niemal w drzwiach łazienki. W pokoju rezyduje Nefi, w kuchni psy. Chwila zastanowienia, do wieczora lokuję małą na budowie, w małym osłoniętym deskami kąciku. Ze strychu znoszę kocią budkę (zostało jeszcze trochę po pietrowych drapakach które kiedyś robiliśmy z D), do środka daję gruby ręcznik, obok stawiam miseczki z jedzeniem i wodą i……kuwetę ze żwirkiem. Na szczęście dzień był w miarę ciepły. Po południu D złożył kompa, odstawił i mówi „pokaż tego kota”. Poszłam, przyniosłam na rekach rozmruczane nieszczęście, kładę D na kolanach a mała z miejsca zaczyna się łasić a mruczando weszło na wyższe tony. D z miejsca wymyśla imię – Zuzia.

Na początek Zuśka zamieszkała w łazience. Wszystko byłoby super gdyny nie…..Ami. Nasz 30kg cielak zaczął warować pod drzwiami do łazienki rozpaczliwie piszcząc. Odezwał się jej spóźniony instynkt macierzyński i rozpaczała, że nie może małej choćby wylizać a Zuśka się jej bała. Cyrk! Przyjechał znajomy wet, przywiózł proszki na robaki i antybiotyk bo podejrzewał koci katar. Ok., dajemy. Zuzia okazała się kotem – cudo, przynajmniej jeśli chodzi o podawanie leków. Po mordędze przy podawaniu leków Nefi i Kulce, kot który zjada tabletki zwyczajnie położone na wierzchu karmy jest cudem, złotem i brylantem! Po trzech dniach Zuzia poczuła się gorzej jest osowiała, nie bawi się. Jazda do weta. Okazuje się, że młodej szkodzi animonda, którą jej dałam. No cóż. Zamawiam inną a do tego czasu daje surowego kurczka z węglem. Po powrocie zostawiłam uchylone drzwi łazienki. Ami oczywiście natychmiast skorzystala a że Zuzia nie najlepiej się czuła mogła ją delikatnie i z czułością wylizać. Od tej pory nie zamykam w dzień łazienki.

Minął już miesiąc odkąd Zuzia jest u nas. Okazała się uroczą łobuziarą, która poluje na Tofika, ogania od Ami, kiedy ma już dość czułości i szaleje w dzień po kuchni i łazience. Niedawno zaczęłam ją po kilka minut wpuszczać do pokoju. Nefi wciąż warczy i fuczy na młodą, ale ostatnio już chyba tylko dlatego, że ten demon na nią poluje żeby się bawić a Nefi, jak to 12-letnia nestorka, ceni sobie spokój. Ale przede wszystkim skradła nasze serca, tak ludzkie jak i psie.

Ostatnio D patrząc na szaleństwa za piłeczką stwierdził :„Zuzię to nam chyba Kulka przysłała, żeby nie było za nudno”. I ja się w pełni z nim zgadzam!

Kasia