Dekalog kociego sługi.

 

 

1. Karmić mnie będziesz lepiej, aniżeli sam spożywasz.

Nawet nie macie pojęcia, ile znam domów, gdzie zwierzęta jedzą lepiej niż ludzie. Każdemu zdarza się pochłonąć śmieciowe jedzenie. Potrafimy pójść do znanej sieci i zamówić bułę z kotletem, który składa się z kartonu, połowy tablicy Mendelejewa a podobno też z resztek ciał sprzedawców, którzy zapomnieli zapytać „czy frytki do tego”. Dalibyście to kotu? Ja w życiu. Albo sami wciągamy zupki w proszku, pizze mrożone i kluchy a kot wysoko wyselekcjonowaną karmę w starannie dobranej ilości. Tak, to częste, nie jesteś sam. Producenci karm prześcigają się w zachwalaniu ich organiczności, dzikości i procentowości w zawartości. I może nasz demon jadłby najchętniej te fastfoodowe z reklam telewizyjnych, ale przecież nie można! Zaszkodzi! - zakrzyknęła statystyczna Grażyna, prawie dławiąc się pączkiem. No cóż, przynajmniej koty będą zdrowe. Nam wystarczą zdolności motoryczne ograniczające się do podania posiłku wiadomym zwierzątkom.

 

2. Kiedy spać będę, ty mnie budzić nie możesz.

Statystycznie wszyscy posiadamy sofę w salonie, wersalkę w pokoju lub tapczanik we wnęce. W każdym razie punkt centralny naszego telewizorowania, czytania, czy komputerowania. Kiedy na środku zaśnie kot, domownicy rozpoczynają taniec św. Wita. Wisimy półdupkiem na skraju, siadamy na oparciu, wyginamy się na wszystkie strony a przy tym oczywiście robimy zdjęcia bo „tak słodko trzyma łapki”. Przyjmujemy to za coś oczywistego. Kota się nie budzi, koniec i kropka. A kiedy mruczek zaśnie na naszych kolanach? To już prawdziwy survival! Pęcherz powoli zbliża się do eksplozji, nie czujesz prawej nogi, nie odebrałeś już czterech telefonów (to mógł być kurier, bo wcześniej ktoś dzwonił do drzwi), oglądasz Rolnik szuka brony (twój program skończył się godzinę temu a nie sięgasz do pilota). A on śpi. Ma to też dobre strony, bo „Kochanie, zrób coś tam coś tam!” „Nie mogę, TRZYMAM KOTA!”. I cyk, coś tam coś tam, zrobi ktoś inny.

 

3. Nie jesteś moją prawdziwą matką!

Kota nie wychowasz. Jak powiedział nasz weterynarz „jak chcesz, żeby zwierzę cię słuchało, to przygarnij psa”. Tak, ja wiem, są wyjątki, które tańczą, skaczą, aportują i sprzątają po sobie kuwetę. Moje są typowe. Siedzą na stole, kradną jedzenie, skaczą na klamki zamkniętych drzwi, wylewają wodę ze szklanek i wywalają ubrania z szafy. Niektóre nawet okresowo sikają we wszystko. Takie już są. Kota nie należy karać, można go bodźcować pozytywnie i jest naukowo stwierdzone, że on wie, czego od niego oczekujemy, ale najczęściej nie chce mu się reagować. I tyle w temacie.

 

4. Mordować będę myszki i kanapy.

Kot to drapieżnik. Taki serio. W sensie, że ma pazury, ostre zęby i wredny charakter. Gdyby słonie miały pazury, kły i charakter kota, nasza planeta przestałaby istnieć. Jestem tego pewna. Wredność charakteru kota przejawia się w tym, że jako jedyny drapieżnik potrafi mordować z nudów. Złapie ptaszka, pobawi się przerażonym stworzeniem a kiedy mu się znudzi, skręci mu karczek. Myszkę zamęczy na śmierć, rozszarpie i zostawi. Podobnie robi w meblami. Zapobieganie tragicznym zgonom malutkich stworzonek jest stosunkowo proste i nazywa się „kot niewychodzący”. Około 631 mln ssaków i niemal 144 mln ptaków pada w Polsce co roku ofiarą kotów, często są to gatunki chronione. Warto rozważyć, czy cały ekosystem powinien być krwawym placem zabaw naszego kota i czy to fajne. Ale o kotach wychodzących napiszę szerzej kiedy indziej. Jeżeli chodzi o meble, to, jak już pisałam w innym wpisie, nabywamy drapak. Tylko pamiętajmy, że to może nie rozwiązać problemu całkowicie. Zawsze do drapaka może być za daleko i polegnie obicie fotela. Nawet jeżeli to fotel za pierdyliard lub jest pamiątką po pradziadku hetmanie, możemy tylko przełknąć łzę i pogłaskać demona. Bo co? Bo mieszkamy z kotem, nie z chomikiem. I co? I koty niszczą. Tak właśnie.

 

5. Kochać mnie będziesz i chronić od zła wszelkiego.

Kot kocha. Niech sobie inni wsadzą w buty twierdzenia, że kot przywiązuje się do miejsca a nie do właściciela. Wiemy, jaka jest prawda. Koty okazują nam miłość na wiele sposobów (i nie, przynoszenie martwych stworzeń nie jest oznaką miłości kota, to mit). Jak zawsze, ile kotów, tyle przykładów. Mój Floki jest przypadkiem skrajnym. Wyciąga łapki, żeby go wziąć na ręce, całuje, patrzy w oczy i gładzi po twarzy (serio). Z kolei miłością Wydry jest to, że nie ucieknie kiedy ją głaszczę. Ja o tym wiem i to doceniam. Wiem też, jak chodzi od okna do okna i płacze, kiedy kogoś nie ma. Pamiętam kiedyś taką sytuację, że K. był w szpitalu i nie było wiadomo, kiedy wyjdzie a Wydra zaczęła miauczeć w oknie, dokładnie kiedy on wychodził przez szpitalne drzwi (ustaliliśmy to potem). I czy to nie jest miłość? Inny kot może okazać uczucie, nieśmiało kładąc się przy właścicielu, bo wcześniej bliskość człowieka była dla niego bólem i samotnością. A ty musisz pielęgnować te uczucia i chronić wasz świat. Nie narażać kota na niepotrzebne stresy (jeżeli nie lubi obcych, nie pozwalaj gościom go łapać), dbać o jego bezpieczeństwo i zdrowie. I kochać! Kochać do szaleństwa! Nawet dosłownie.

 

6. Baw mnie, kiedy najbardziej nie możesz.

Jeżeli masz niezwykle ważną i terminową pacę, jednego możesz być pewien-kot będzie cię potrzebował. Natychmiast! Kiedy dobrze wsłuchasz się w jego mruczenie, okaże się że cedzi przez zęby „rzuć wszystko”. Będzie właził na klawiaturę i w dziewięciu przypadkach na dziesięć, wciśnie skrót klawiszowy, który uniemożliwi cokolwiek. Swoją drogą, myślę że koty znają większość skrótów klawiszowych i z tą wiedzą już przychodzą na świat. Dowodów nie mam, ale wiem swoje. No dobra, nie pracujesz w domu, ale kończysz czytać dobry kryminał. Uczysz się. Albo po prostu śpisz. Schemat ten sam: „rzuć wszystko”, stukanie łebkiem, wyrywanie książki (jeżeli czytasz), wsadzanie pazurka do nosa (kiedy śpisz), rozpaczliwe darcie japy. Podobno kot zdjęty z kolan/głowy/klawiatury po raz trzysta dziewięćdziesiąty czwarty, poddaje się i odchodzi. Ja doszłam do czternastu i się poddałam, więc nie mogę potwierdzić.

 

7. Im bardziej będziesz mnie szukał, tym bardziej mnie nie znajdziesz.

Koty to takie dowcipne stworzonka! Ile razy szukałeś demona po całym domu, bliski zawału leciałeś na dwór/do sąsiadów/na balkon? Nie ma! Zniknął, ukradli, zabili go i uciekł. I kiedy ledwo już łapiesz oddech-wchodzi szlachta. Zaspana, leniwa, niespieszna, ale o co chodzi. Nie dowiesz się, gdzie był. Zapomnij. Jest jeszcze druga opcja-Grażyna, ja się zatrzasłem. W szafie, komodzie, kanapie, biurku, szafce w kuchni, wiatrołapie (wszystkie przerabiałam). Kiedyś ciekawska Lupka, wlazła niepostrzeżenie do szuflady z bielizną. Efekt był taki, że siedziała tam od siódmej rano do czternastej i gdyby Horacy nie miauczał na komodę, to siedziałaby może do rana. Wydra, z kolei, przesiedziała kiedyś osiem godzin w pomieszczeniu gospodarczym. Dramatu nie było, bo trzymamy tam worki z karmą a sikać można zawsze w kartony. Także tak.

 

8. Co złapię, to moje.

Koty to złodzieje i łobuzy. W dodatku każdy ma swój fetysz. Lupka kradnie skarpety. Wznosi się na wyżyny pomysłowości w tej dziedzinie. Na przykład skarpetki syna, kradnie w nocy. Zorientowałam się dopiero po czasie, że Mały zakłada co rano inne, niż mu zostawiłam a te właściwe znajduję w dziwnych miejscach. Na przykład w kuwecie. I się wydało! Najlepsza zabawa jest, kiedy składamy wyprane ciuchy. Tyle skarpet w jednym miejscu! Horacy kradnie…tak, jedzenie. Nie zliczę, ile razy galopował z plastrem szynki w ryju. Albo kiełbasą. Mówiłam, złodziej i łobuz. Najsłodszy.

 

9. Nic o czymkolwiek bez nas.

Wszędzie wlazą. Już zapomniałam o spokojnym gotowaniu. Człowiek jedną ręką kroi, drugą zasłania to, co już pokroił a trzecią zdejmuje kota z kuchenki, bo prawie podpalił sobie ogon. Zwykłe robienie kanapek przypomina trening cardio. Albo kiedy przyniesiesz zakupy. Wiadomo, że najpierw muszą przejść kocią weryfikację. Wywąchają każdy centymetr zawartości siatki. Naprawiasz coś? Natychmiast pojawia się komisja puchatych inżynierów. Trzeba powąchać każdą śrubkę i wyturlać nakrętkę do drugiego pokoju. A może szyjesz? Demon przegryzie nitkę i położy się na rzeczy zszywanej. Na bank! Nie będę nawet pisała o takiej lekkomyślności, jak robienie na drutach.

 

10. Nie zostawiaj mnie, Grażyna.

Wszyscy wiemy, że wyjazd dłuższy niż do pracy, kończy się fochem. W niektórych przypadkach, również zamienieniem salonu w kuwetę. Jak mogłeś?! Szukałem, miauczałem a ciebie nie było! Jeżeli demon zostaje z innym domownikiem, pojawia się niebezpieczeństwo zdrady. Przestajesz być ulubionym ktosiem. Nie ma zmiłuj. U mnie tak było z Lupką. Wykarmiłam, wychuchałam, wytuliłam, wyjechałam. Po dwóch tygodniach kot już należała do K., po same końce wibrysów. O tęsknocie Flokiego opowiedział on sam. Wydra przybiega sprawdzić, czy wróciliśmy w całości a potem oddala się na focha. Horacy ma to gdzieś, ważne żeby karmili.

Kota nie można zostawić, porzucić, odejść. To jest związek na całe kocie życie. Nie zapominajmy o tym.

 

 

Idź już, czytelniku i nie grzesz więcej. Niech cierpliwość będzie z tobą.